W ostatnich dniach, na jednej z stron utworzonych na facebooku poświęconej kosmetologii, zamieszczona została wypowiedź mająca pochodzić od lekarza, dotycząca kompetencji kosmetologów i lekarzy do świadczenia zabiegów estetycznych. Rzekomy autor tej wypowiedzi podpisuje się używając nie tylko swojego imienia i nazwiska, ale przede wszystkim tytułu naukowego i zawodowego (lekarz chirurg). Za sprawą tego wpisu po raz kolejny zawrzała dyskusja pomiędzy lekarzami i kosmetologami sprowadzająca się najogólniej rzecz ujmując do zarzutu chęci zmonopolizowania przez lekarzy rynku medycyny estetycznej w trosce o własne interesy, a nie dobro pacjenta. Taka też konstatacja znalazła się w omawianej wypowiedzi lekarza. Komentarzy do tego wpisu udzieliło tak środowisko lekarskie jak i kosmetologiczne. Niemniej jednak jako prawnik zajmujący się prawem medycznym, w tym odpowiedzialnością zawodową lekarzy dostrzegam potrzebę skomentowania tej wypowiedzi pod kątem reguł deontologicznych obowiązujących tę grupę zawodową.

O co toczy się spór?

Na profilu facebookowym „Izba Kosmetologów” zamieszczony został wpis podpisany jako wypowiedź dr Jarosława Skórskiego, chirurga z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem zawodowym, następującej treści:

Sam fakt posiadania tytułu lekarza nie tworzy z niego dobrego specjalisty zajmującego się estetyką. Wiedza kosmetologa na temat skóry jest znacznie wyższa niż przeciętnego studenta medycyny. Nie wydaje mi się, że zawód lekarza z założenia definiuje wyższą jakość i bezpieczeństwo klientom korzystającym z usług estetycznych, względem kosmetologów.

Wybrane środowiska lekarskie walczące z kosmetologami widzą w kosmetologach konkurencję. To jest hipokryzja, że kieruje nimi dobro pacjenta. Zwłaszcza, że jest to rynek typowo komercyjny.

To właśnie zainteresowanym powinno się pozostawić prawo wyboru u kogo wykonują zabieg estetyczny”

W mojej ocenie zarówno treść jak i forma wypowiedzi – o ile w rzeczywistości pochodzi od ww. lekarza, może wypełniać znamiona deliktu zawodowego i wówczas winna się spotkać z reakcją Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej.

Przypomnieć należy, że każdy lekarz tak w życiu zawodowym jak i prywatnym zobowiązany jest kierować się regułami deontologicznymi zawartymi w Kodeksie Etyki Lekarskiej (dalej KEL). Zawód lekarza jako zawód zaufania publicznego, wiąże się nie tylko z pewnego rodzaju estymą, ale również z dodatkowymi wymaganiami stawiany przedstawicielom tego zawodu.

Podpisanie się pod wypowiedzią z podaniem tytułu naukowego i zawodowego, oznacza, że jej autor świadomie chciał dać wyraz temu, iż działa w ramach wykonywanego zawodu, a nie prezentuje swoje prywatne stanowisko (pomimo, iż w tym drugim przypadku lekarz również odpowiada za forę i treść swojej wypowiedzi). Ponadto zwracam uwagę, że zgodnie z art. 3 ust. 2 pkt 1 ustawy z dnia 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej, działalność lecznicza może również polegać na promocji zdrowia. Oznacza to, że wypowiadanie się przez lekarza na tematy zdrowotne – a takimi niewątpliwie są wypowiedzi dotyczące bezpieczeństwa zabiegów z zakresu medycyny estetycznej lub kompetencji lekarzy – jest sposobem wykonywania działalności leczniczej.

Skoro zatem rzekomy autor omawianej wypowiedzi posługuje się przy niej tytułem naukowym i zawodowym, a jednocześnie działa w ramach działalności leczniczej, niewątpliwe jego zachowanie może zostać ocenione pod kątem wspomnianych reguł deontologicznych i zgodności z zasadami wykonywania zawodu lekarza. Zgodnie z art. 4 ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty, lekarz ma obowiązek wykonywać zawód, zgodnie ze wskazaniami aktualnej wiedzy medycznej, dostępnymi mu metodami i środkami zapobiegania, rozpoznawania i leczenia chorób, zgodnie z zasadami etyki zawodowej oraz z należytą starannością. W myśl art. 1 ust. 2 KEL, zasady etyki lekarskiej zobowiązują lekarza do przestrzegania praw człowieka i dbania o godność zawodu lekarskiego. Natomiast ust 3 powołanego przepisu stanowi, iż naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie lekarza, które podważa zaufanie do zawodu.

To właśnie norma wynikająca z art. 1 ust. 3 KEL w mojej ocenie mogła zostać naruszona przedmiotową wypowiedzią. Jak wskazałem na wstępie wątpliwa jest nie tylko sama treść udzielonej wypowiedzi, ale również jej forma. Komentarz zamieszczony został na stronie facebookowej Izba Kosmetologiczna, co nie pozostawia wątpliwości, iż jest ona adresowana właśnie do przedstawicieli zwodu kosmetologa. Nie sugeruję tutaj, że lekarze nie powinni wypowiadać się za pośrednictwem tego typu mediów, czy dla takiego audytorium. Chodzi jedynie o odczytanie właściwego kontekstu omawianej wypowiedzi.

Już sam początek wypowiedzi podważa zaufanie do zawodu lekarza, albowiem w odczuciu przeciętnego odbiorcy może rodzić wątpliwości co do kompetencji lekarzy, czy jakości ich kształcenia. Zawód lekarza jak wspomniałem wcześniej, jest zawodem zaufania publicznego, a w stosunku do jego przedstawicieli (jak i przedstawicieli innych zawodów zaufania publicznego) stawia się wyższe wymogi. Ich wypełnienie ma zapewnić określona ścieżka edukacji – ukończenie jednolitych studiów, które trwają dłużej w porównaniu do innych studiów wyższych; odbycie stażu podyplomowego; zdanie egzaminu tzw. LEKu lub LDEKu. Następnie spełnienie tych wymogów jest stale kontrolowane w trakcie wykonywania zawodu – czy to za pośrednictwem Izb Lekarskich – w tym narzędzi kontrolnych i dyscyplinujących lekarz. W stosunku do lekarzy przepisy prawa nakładają również obowiązek ciągłego samodoskonalenia zawodowego. Brak spełnienia tych wyższych standardów uniemożliwia wykonywanie zawodu lekarza. Autor wypowiedzi twierdząc, że nie wydaje mi się, aby zawód lekarza z założenia definiuje wyższą jakość i bezpieczeństwo klientom z usług estetycznych, względem kosmetologów, podważa właśnie zaufanie do osób posiadających tytuł zawodowy lekarza. Podważanie kompetencji lekarskich i możliwości zagwarantowania przez nich najwyższego bezpieczeństwa pacjentom w mojej ocenie jest niczym innym jak właśnie podważaniem powagi zawodu, jakości kształcenia przyszłych kadr lekarskich oraz skuteczności samorządu zawodowego w zakresie egzekwowania wymogów stawianych jego członkom.

Ponadto w mojej ocenie niedopuszczalne jest określanie przez lekarza pacjentów mianem klientów. Istotą zawodu lekarza jest udzielanie świadczeń zdrowotnych (czy szerzej wykonywanie działalności leczniczej), które to świadczenia udzielane są właśnie pacjentom a nie klientom. Osoby, którym lekarz wykonuje zabieg (również zabieg z zakresu medycyny estetycznej) posiadają status pacjenta, a nie klienta. Nieuprawnione jest zatem określanie osób korzystających ze świadczeń udzielanych przez lekarza mianem klientów. Rozróżnienie to nie jest tylko przedmiotem nomenklatury, ale przede wszystkim ma istotne znaczenie z punktu widzenia gwarancji i praw „adresatów tych usług”. Wspomniana ustawa o zawodach lekarza i lekarza dentysty, a także ustawa z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta nakłada na lekarzy rygorystyczne wymogi jakie muszą być spełnione wobec pacjentów przy udzielaniu im jakichkolwiek świadczeń (również świadczeń z zakresu medycyny estetycznej). Tego typu wymogów nie ma w przypadku jakichkolwiek „usług” świadczonych na rzecz podmiotów innych nich pacjenci (np. klientów kosmetologa). Tylko w stosunku do pacjenta ustawa nakłada obowiązek udzielenia mu informacji co do planowanego zabiegu. Tylko w stosunku do pacjenta ustawa nakłada obowiązek odebrania od niego świadomej i poinformowanej zgody na wykonanie zabiegu. Wreszcie tylko w stosunku do pacjenta ustawa nakłada obowiązek zachowania tajemnicy medycznej.

Dlatego wypowiedź lekarza, w której zamiennie używa on określenia klient/pacjent uznać należy za wprowadzającą w błąd i sprzeczną z istotą wykonywanego przez niego zawodu. Udzielanie świadczeń zdrowotnych, o ile stanowi źródło dochodu, nie może być postrzegane wyłącznie przez pryzmat biznesowy, a taki właśnie wniosek płynie z tej wypowiedzi.

Podwajającą zaufanie do zawodu jest również wypowiedź sugerująca hipokryzję lekarzy i kierowanie się przez nich wyłącznie chęcią zysków, a nie dobrem pacjentów. Oczywiście, jak w każdej grupie społecznej czy zawodowej, znajdować się mogą różne jednostki, posiadające swoje własne wartości i priorytety, niemniej jednak sugerowanie jakoby cała grupa zawodowa za nic miała dobro pacjenta, a jej głównym celem były korzyści majątkowe godzi w dobre imię tego zawodu.

Omawianą wypowiedź można również oceniać pod kątem jej sprzeczności z art. 71 KEL. Zgodnie z powołanym przepisem, lekarz ma obowiązek zwracania uwagi społeczeństwa, władz i każdego pacjenta na znaczenie ochrony zdrowia, a także na zagrożenie ekologiczne. Swoim postępowaniem, również poza pracą zawodową, lekarz nie może propagować postaw antyzdrowotnych.

Zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, pomimo, ze są stosunkowo bezpieczne, nie są wolne od ryzyka. Każde produkt leczniczy i zabieg z jego wykorzystaniem niesie za sobą ryzyko powstania działań niepożądanych (tzw. skutków ubocznych). Istotne jest, aby po pierwsze pacjent był świadomy możliwości ich wystąpienie (wypełnienie obowiązku informacyjnego, który występuje wyłącznie w przypadku pacjentów, a nie klientów), a po drugie, aby osoba stosująca ten produkt posiadała wiedzę oraz kompetencje do odwrócenia ich skutków. Sugerowanie, że sama wiedza na temat skóry pozwala na bezpieczne stosowanie produktów leczniczych oraz, że to „klientom” należy pozostawić prawo wyboru co do podmiotu udzielającego świadczeń, jest zaprzeczeniem ochrony zdrowia i propagowaniem postaw antyzdrowtnych. Wiedza na temat skóry jaką niewątpliwie posiada dyplomowany kosmetolog nie jest równoznaczna z wiedzą medyczną i kompetencjami jakie posiada każdy lekarz. Kosmetolog co do zasady nie posiada wiedzy m.in. w zakresie postępowania w przypadku wystąpienia wstrząsów anafilaktycznych, przebiegu tętnic, czy innych działań niepożądanych mogących zagrażać zdrowiu lub życiu pacjenta. Kosmetolog także nie posiada kompetencji do stosowania produktów leczniczych powszechnie wykorzystywanych w medycynie estetycznej. Nie przez przypadek w karatach charakterystyki tych produktów leczniczych umieszczane są zastrzeżenia, że powinien podawać je odpowiednio przeszkolony lekarz. Tylko lekarz jest gwarantem wymaganego dla pacjenta bezpieczeństwa – i nie ma to nic wspólnego z być może wyższym poczuciem estetyki kosmetologów, co zdaje się sugerować omawiana wypowiedź.

Zapewne większość doświadczonych pielęgniarek operacyjnych posiada znacznie większą wiedzę w zakresie chirurgii niż przeciętny student medycyny, jednak nie czyni to z nich podmiotów uprawnionych do przeprowadzania operacji. Twierdzenie, że należy pacjentom pozostawić prawo wyboru, czy operację wykona chirurg, czy pielęgniarka jest podważaniem powagi zawodu, umniejsza znaczenie ochrony zdrowia, a także stanowi propagowanie postaw antyzdrowtonych.

Należy jednak mieć na uwadze, że nie są znane nam szczegóły związane z okolicznościami zamieszczenia rzekomej wypowiedzi ww. lekarza, a także kontekst jej udzielenia, w związku z czym nieuprawnione jest stawianie osądów bez wnikliwego zbadania sprawy. Wyłącznie uprawnionymi do dokonania oceny, czy lekarz w istocie dopuścił się deliktu zawodowego są powołane do tego organy samorządu lekarskiego.

W związku z tym przestrzegam wszystkich przed stawianiem w komentarzach osądów, tak kierowanych pod adresem rzekomego autora omawianej wypowiedzi, jak i przedstawicieli środowiska lekarskiego, którzy skrytykowali jej treść i postawę autora. Duża część komentarzy jest nie tylko niegrzeczna, ale również może wypełniać znamiona przestępstwa.

Adwokat Michał Gajda – Absolwent Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego na kierunku Prawo medyczne. W swojej praktyce zawodowej skupia się na szeroko rozumianym prawie medycznym oraz karnym, w tym reprezentowaniu podmiotów leczniczych w sporach sądowych oraz pozasądowych. Reprezentuje lekarzy w sprawach karny, cywilnych oraz dyscyplinarnych. Autor artykułów, gość audycji radiowych i prelegent medycznych konferencji branżowych.